Przed Tobą/Wami organizacja Waszego wielkiego dnia! Chcecie, co naturalne, żeby wszystko było na możliwie wysokim poziomie, żeby ten dzień był jak z bajki, a pamiątki po nim cieszyły przez kolejne wiele lat.
Wybieracie więc salę, zespół lub dj’a, fotografa, często też kamerzystę, dekoratora wnętrz, który przyozdobi salę weselną i kościół, fryzjerów, make-up artist – no dobra, studio makijażu, bo tu już pojechałem jak na produkcji komercyjnej sesji foto… 😉
Ale gdzie tu ta patologia? Skoro wygląda to całkowicie normalnie…
Jako, że jestem kim jestem i robię co robię, to podzielę się krótkim rzutem oka na patologię w mojej działce… no i czasami też makijażowej – otóż chodzi o chodzenie na skróty.
Ale że jak?
Co jakiś czas (zazwyczaj wiosną i czasem też jesienią) można na stronach branżowych spotkać reklamy tzw. stylizowanych warsztatów ślubnych. O co więc z tym chodzi?
Organizator (najczęściej doświadczony fotograf) wynajmuje klasyczny pałacyk, modeli, i modelki z agencji, wypożycza topowe modele sukien ślubnych i garniturów, wynajmuje ogarniętych fryzjerów oraz osoby od make-up, dekoratora wnętrz i organizuje we w pełni kontrolowanych warunkach ślub plenerowy i wesele. Oczywiście jak wiadomo nikt tam sakramentu ślubu nie zawiera. Chodzi jedynie o stworzenie anturażu, aby każdy fotograf, który zapisze się na taki warsztat i zapłaci 1-3 tysiące złotych za udział, wrócił z pełną kartą pamięci zdjęć ślubnych jak z magazynu Fortune Weddings 😉 – w ekskluzywnym wnętrzu, przy pięknie nakrytych stołach, z genialnym światłem i bogatymi zdobieniami w tle – ot, czuć piniondz.
I gdzie tu jest problem? Ludzie chcą rozszerzać portfolio, jest popyt – jest podaż.
Problem pojawia się w jednym słowie, które prędzej padło – kontrolowanym!
Kiedy jest dużo czasu i wielu fotografów dookoła, to łatwo „pożyczyć” czyjeś zdjęcie robiąc podobne z różnych kątów – wszak modele zapozują dokładnie tak, jak będą sobie życzyć fotografujący lub organizator. Problem więc pojawia się naturalnie – kiedy realna impreza już „płynie”, pewnych rzeczy nie zrobi się na 20 sposobów, aby wybrać ten lepszy, nie można zbudować samodzielnie idealnego oświetlenia na sali – tylko wszystko dzieje się naturalnie szybko i trzeba z jednej strony być przygotowanym na wszystko, jak i szybko reagować.
Tutaj więc przyda się jedynie wieloletnie doświadczenie.
Pomijam tutaj sam anturaż ślubny, który najczęściej w okolicy w miejscu działania danego fotografa może być mega mylący. Kiedy to nagle fotograf, który działa na lokalnym terenie „dostał zlecenie” na imprezę w drugim końcu kraju, w stylizowanym renesansowo pałacu i potem chwali się pięknymi kadrami z idealnym światłem, z parą młodą, która (rzecz jasna) „naturalnie” kontroluje każdy swój ruch oraz mimikę twarzy.
Jak więc rozpoznać takie zagrywki przy przeglądaniu portfolio? Zwłaszcza, jeśli fotograf nie jest w stanie udostępnić większego setu zdjęć z jednej imprezy?
- szukajmy gości na zdjęciach – budżety przy organizacji takich warsztatów nie są z gumy i wynajęcie dodatkowej setki statystów odświętnie ubranych raczej byłoby nieopłacalne
- szukajmy na stołach jedzenia – podobnie, zastawa stołowa musi wyglądać bogato (bo wtedy bardziej reklamowo wygląda na zdjęciach), ale coś ci goście muszą jeść i pić. Piękne stoły z samą zastawą, a bez napojów, alkoholu czy choćby przystawek – niech zapalą czerwone światło
- wybijająca się jakość zdjęć – jeśli przeglądając portfolio fotografa da się rozróżnić kilka różnych par młodych w okolicznych salach weselnych i zdjęcia wyglądają naturalnie i „normalnie”, ale nagle na samej górze strony wpada taki idealny ślub „z wyższych sfer”, to lampka się pali… i to jasno 🙂
Przygasić ją może jedynie fakt, że na zdjęciu są jakieś okoliczne „grube koty”, których każdy zna. Ale jeśli i okolica i ludzie wyglądają totalnie nieznajomo, to światło z owej lampki idzie mocne.
Fotografia ślubna, ale też zbliżone rodzaje jak chrzty czy komunie, wybitnie pokazują doświadczenie i obycie fotografa. Osoba z doświadczeniem doskonale wie kiedy i gdzie ma być bez chwili zawahania. (Przypomina mi się jeden chrzest, na którym byłem ja oraz fotografka z rodziną innego chrzczonego także dziecka – patrząc po jej obyciu, współczuję tamtej rodzinie efektów).
Sesje stylizowane doświadczenia nie budują. Dają jedynie okazję na zbudowanie galerii oszałamiających zdjęć, które z jednej strony wyszły z aparatu danego fotografa, ale niekoniecznie zostały przez niego zaprojektowane.
Wspomniałem na początku, że temat tyczy się takżę osób od makijażu…
Warto zastanowić się, jak wygląda „marketing” w tych branżach. Najczęściej (poza poleceniami) to klasyczne relacje, rolki, backstage, @work i pochodne.
Jakim więcej problemem jest dla makijażystki uczestnictwo w takich warsztatach, gdzie z jednej strony może podpatrzeć technikę kogoś wynajętego do stylizacji modeli i modelek, ale też nakręcić swoje relacje i rolki – gdzie jest, kogo „maluje”, w jakich okolicznościach architektonicznych etc.
Możliwości są – kwestia, czy ktoś będzie chciał skorzystać i podkolorować swoje instagramy, fecebooki, tiktoki i inne.
Czy takie warsztaty są czymś totalnie złym? Oczywiście nie!
Wszystko jednak zależy od sposobu wykorzystania – czy ktoś tam jedzie dla rozszerzenia znajomości, podpatrzenia innych przy pracy – jak kadrują, jak patrzą na scenę i światło, jak obrabiają materiał; czy dla budowy „fake” portfolio, dla zyskania większej ilości zleceń.
A że zdjęcia innych Par Młodych nie będą ani grama podobne?
Zawsze mogą odbić piłkę, że realne otoczenie też nie było ani grama podobne… – i koło się zamyka.
Problem zacznie się, jeżeli wpadnie zlecenie „podobne” jednak czasu na studiowanie kadrów nie będzie podobnie jak i przygotowanego poza kadrem oświetlenia sceny, a będzie normalne życie i trwająca impreza, w której to jednak liczy się doświadczenie.